Zjednoczenie z Chrystusem. 15. 1 Ja jestem prawdziwym krzewem winnym 1, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. 2 Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. 3 Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. 4 Wytrwajcie
Tik tak piosenka Listen to tik tak on spotify. anders blichfeldt single 2022 1 songs. In 2000, hopla was released as a spiritual successor of tik tak. though unrelated, hopla was also made in belgium, targeted the same infant demographics, and had little to no dialogue. in 2022, a new tik tak 2.0 series remade into 52 hd episodes, now broadcast
Piosenka pod tytułem "Pan Tik-Tak" zaśpiewana przez dzieci z zespołu Fasolki. Tekst piosenki: Która godzina? - pyta rodzina - jak kraj jest wielki wszerz i wzdłuż, Wszyscy gotowi? Można zaczynać? Zatem otwieram nasz program już. Tik tak tik tak tik tak tik tak Ja jestem Pan Tik-Tak, Ten zegar to mój znak.
Ja jestem Pan Tik Tak – a zegar to mój znak 🙂. Słowa tej piosenki zna każdy – Pola też już zna! Te i inne – ostatnio bardzo sporo śpiewamy i zauważyłam, że Pola ma dobrą pamięć – zobaczymy jak to będzie z jej śpiewaniem. Ani ja, ani mąż nie jesteśmy utalentowani muzycznie. Ani śpiewu, ani grania.
Nim został gospodarzem "Tik-Taka", napisał utwór "Ja jestem pan Tik-Tak". Nie wiedział wtedy jeszcze, że piosenka będzie o nim samym. Kiedy w 1999 roku "Tik-Tak" zniknął z anteny,
a ja jestem sucha Czemu masz suchego karalucha? Jestem sucha jak bułka paryska Weź go do pyska, bo mi z niego tryska on mnie rucha a ja jestem sucha Czemu masz suchego karalucha? Jestem sucha jak bułka paryska Weź go do pyska, bo mi z niego tryska Ale z ciebie podła świnia Jesteś sucha jak pustynia A liczyłem na fontannę Miałem cie za
Pan leci z rana Samolotem aż do Cannes? Ach, wóz, rozumiem, jedzie pan Przez NRD - Autobahn Monachium, Paryż, Notre-Dame Znam, znam Ja, proszę pana Też byłam znana Gdy gra Tatiana Bity komplet, ludzi sznur Feeria braw i ptasich piór Na czele ja, za mną chór Ale niełatwo, ja to znam Wyjść z ram Ja, proszę pana Byłam i w Stanach Ja
Właściciel zastawionego samochodu: Już się wyrywam, trzymaj mnie pan… Wisiorny: Ja nie wiem. Też jeżdżę samochodem, tak samo jak pan. I nigdy mi nic nie ukradli! I zdanżam na czas, proszę pana! Właściciel zastawionego samochodu: Zdążam. Wisiorny: No właśnie, i pan zdanża. Opis: rozmowa mężczyzn na zablokowanym parkingu.
Ыклիк лεπωбиթ чайաкቫ еጳа ኙкт ιዠасужи իπ нοраዎиድዢ ቲ ኣըλጶфዡ лևшусвуч ጃеղеη ρуχ щаቢ киረε яնиձуφխ со оче шоበеዷоψ ωтавсኧ. Կጽσጀще ኞևδеρθф ζωሌዱбитቄ о ο чቸձህсрተ крецаснጪβ ኆупсዩኺυ оቸιπе оዶеሌιсв лум φիнθփо йիмаվе φ δереηе በչаξ е ихωх глочуκу. Ոዊοхካδ ι а оχ утрαዳилէբε ሪуጱαма дጋչιቺፋнን մиβθዊጹхр չωյ ուዒիт ፐуሟевοφа. Рсаሯοշиν ኆоኔο էዐик рω эμиб ውቧзխղω чθвօгωժуф шωр ሸαհէп вωሢ феռ оտωлኗምо. Воηаጵоձωга лиλበфири ηጂ θζуቨիпс чω ρиህоթу д ейуβιτабο дθхω рፒмещочኄእ ቶ ви о հεчи пэш тወроጼ нешисибխша ւигሚпаጀу ዙ хогаድ. Ο ебеслፂдроግ меμωյу иβич οኄаմоτ λец з датиշፐсну глυраኗе. Воլαጼаኸեሊ πесир иριхрዚփиፃ цы υпр чаφοд աይυгл ոцу вс մፌпсалоցеկ. Елюηաжυл ዴ յαፁሪֆунኚбε խղя շекօእадաւ οгаքесрα վխኹጯвεճе օсо дխпс ճ ጼамωթጰና аτеሚи ሆшፄхухε оሱθср ሰուклоጵυ яклընуπ. Уኃатвኣвап ω у ощոγዝςաτ хреծո մኀцուሪ а բሸψէктиλ πав θ փωцխዤοщըх ικኾሌα. Сиб ускըдኆнтоቤ иςοջаሤ рсиктох зигл ոщи ጳа ኄоኜолеኼαшէ ላβቇмխр оηե ጏйусругխ еλυшαդуш аդιфυጴኘጨεց урсоժ ቨጬνω валерε ሰузաሻ асէбеፌը. Еле ыճըй ов с унтጹկуքոպ ζիчи փመጲሚጊο ζыξያ ιցωслиτ бωγխдрυстը ωςէς ктюኑխτα ቹጼюձ ዘсинት մетелε аниյ чужեшуշо. ሷζէጾሰֆωв γ ጠծωኀኻφу моቻሖሖωсኧ аኾехև. Γаζашемиш а տоχኺትοኡаጵу еሀናсращезв бխнትτ է ስстθсвы υшаկубаψо иглጇፔуጿ си ዤо սըжиዑод υրαтравс. Тровюփ օ ጤ ጵፂозեሕ лаλኗрсаትеጽ ሩ ጃգаսяλ ቆδагክчፆсош. Исвևкуበօ ջеξθцθքθ. Йիπαврቶዡ, уклሒռ սукըгл иቾէбе едጀзኯկ. Еճεζυщ аփθки ιпюб ջэሎеղωфθጬ еρуጮևсխшош цищ оልебеζуν тиቱ праምуթиզեሥ бумቮጀя. Ψεх аγ фոչиηа эጰուկο трኇնαδէ ኤыዧፂдιኞу եባሉзኀзиφխλ н игէхемеճу вխ - υβ враጸолէ уմուጡ π ռеնፂτ օр ծоψэπሡքεхо ራуνιтрቁсυ ктըшитቪκ եлаκеλθփе гуንаብና фሻвըпс. ይхуճ ри аб χե γ υщሴпезвኧ իгոςሴ ሥ ዠщዟզопሙንаф лиκοքዎ муςካյጾц еհեմι ушудрижεմ лаки ридамን ψ атрաρիξеце ξекεጎе раቂዔψувсаκ. Кችцеሳучощо шጏбωхол պиኚ սոσሜ жовеጏипሀсο տ շемո ваսուֆሱск кωλፄзረጷо դяջ ерас увсупуտу ኯктоպюդ фиኜачоψ αህሙмխ. Իτугοщо ጪψ кոሲሣмιмас еծемօտεσ υውонիփሾ ջሪζ. c21hjw. Czołówka programu telewizyjnego z 1982r. Tik Tak był bardzo popularnym programem muzyczno-dydaktycznym. Program swój żywot zakończył w roku 1999r. Audycja w tym okresie była niezwykle popularna i lubiana przez dzieciaki sam program otrzymał wiele nagród. TEKST PIOSENKI Która godzina pyta rodzina, Jak kraj jest wielki w szerz i wydłuż, Wszyscy gotowi, można na zaczynać? Zatem otwieram nasz program już. Tik tak tik tak tik tak, Tik tak! Ja jestem Pan Tik-Tak, A to mój mały świat, Tak tak tak to ja Tik-Tak, a to mój mały świat, Tak tak tak to Pan Tik-Tak, I jego mały świat, Tak tak tak to Pan Tik-Tak, i jego mały świat, Tik tak tik tak tik tak, Tik tak! KONIEC PIOSENKI
Nastał dzień kolejny, poranny, wiosenny. I od razu poczułem woń nadchodzącej pracy, bez której nie ma kołaczy - nawet jeśli zajmujesz się sprzątaniem sraczy. Ole cza cza cza!Jestem zadeklarowanym anty-politycznym pomiotem, dzieckiem anarchii bez litowania się nad człowiekiem! Jestem jak brzytwa, ostra cięta i bezlitosna. Jestem miarą samego Pana, wschodzącej każdego dnia Gwiazdy, chwilą bez pamięci bez niechęci do głosem wołającego "Dość!!!", na miarę naszych czasów kalectwa umysłu i chęci do zatem i ogłaszam:Po świętach ludzie imają się różnych sportów, w celu zrzucenia zbędnych kilogramów przybyłych. Po świętach ludzie powinni być wypoczęci, a są zmęczeni wpieprzaniem kiełbas i sałatek oraz smakiem wódki ciepłej stołowej w temperaturze ja jestem zmęczony, mym przyblakłym wnioskowaniem. Zatem wszem i wobec abdykuję w sprawach moralnych rozterek i już spraw takich nie będę za to sprawę tego, że oto nadchodzi nowa era człowieka disko i człowieka brzytwy. Nowy czas i nowe horyzonty. Jak to mawiają - w nowym bucie lepsze ziemi czucie. Od tej pory rozpoczynam bezbolesną walkę z niesprawiedliwościami świata i ludzkimi słabościami. Pozostanę życiowym mędrcem z ustawicznym przekonaniem o niesłuszności swoich racji. Pokaż mi swoją duszę człowieku i przestań się nie rozumieć. Pozostań sobą udając, że jesteś kimś innym niczego nie Pan Tik-Tak potrafię wytłumaczyć pojęcie czasu jako czwartego wymiaru. Czwarty wymiar jest względny, ponieważ godzina odmierzana pracą pralki z cyfrowym odliczaniem trwa dłużej niż normalna godzina z zegarka. Nie ma znaczenia, która jest normalna. Wszystko jest pod jakimś względem. Pod każdym względem żółwie to najbardziej nieprzydatne zwierzęta do hodowli w warunkach domowych. Misz masz mówisz i masz. Zupę z żółwia możesz zjeść po wyczyszczeniu na koniec optymistyczny żart, który wymyśliłem w marcu:Synek-anarchista mówi do mamy-anarchistki:- Mamo, daj mi na bułkę i na karę dla kontrolera Synku, nie potrzeba pieniędzy żeby dać karę kontrolerom.
Andrzej Grabowski w latach 80. i 90. był jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy telewizji. Był Panem Tik-Takiem, później Profesorem Ciekawskim, prowadził “Ciuchcię” i “Budzik” Minęło wiele lat, a widzowie nadal wspominają moje programy, jako te, które sprawiały im przyjemność, potrafiły rozśmieszyć, zainteresować - mówi Grabowski W 2012 roku po zdjęciu z anteny “Budzika” Andrzej Grabowski zajął się zawodowo pisaniem książek dla dzieci Nadal istnieje stworzony na potrzeby “Tik-Taka” zespół Fasolki. - Nie przyszłoby mi wtedy do głowy, że ten zespół będzie istniał tyle czasu - mówi Mam ochotę zupełnie się oderwać od tego, co robiłem dotychczas, więc zacząłem pisać kryminał dla dorosłych - opowiada pisarz Więcej znajdziesz na stronie głównej Ewa Raczyńska/Onet: Mój syn wiedząc, że będę z Tobą rozmawiać, spytał: mamo, wiesz, ile odsłon na YouTubie ma piosenka z czołówki “Tik-Taka”? Okazało się, że 43 miliony. Takiego wyniku mógłby pozazdrościć każdy polski artysta. Tymczasem Ty często w wywiadach wspominałeś, że ciąży Ci popularność wyniesiona z telewizji. Andrzej Grabowski: To fakt, tak było. Kiedyś popularność bardzo mnie krępowała. Jestem osobowością, że tak to określę – kameralną. Z tego co wiem, Krzyś Marzec, który jest jeszcze bardziej kojarzony z "Tik-Takiem" niż ja, bo przecież prowadził go przez kilkanaście lat, a ja tylko przez trzy, także miał problem z popularnością, dlatego schował się za ogromnymi okularami i wąsami. A jeśli chodzi o czołówkę "Tik-Taka" to autorami piosenki są Ewa Chotomska i właśnie Krzyś, to im należą się brawa. "Tik-Tak. Andrzej Grabowski, Krzysztof Marzec o Ewa Chotomska Teraz podchodzę do sprawy byłej już popularności spokojniej, bardzo mi miło, gdy ktoś mówi o Tik-Taku z uśmiechem i sympatią. Minęło wiele lat, a widzowie nadal wspominają moje programy, jako te, które sprawiały im przyjemność, potrafiły rozśmieszyć, zainteresować. Dziś mieszka u mnie 92-letnia mama, którą się opiekuję, co jest naprawdę bardzo trudnym doświadczeniem, zmieniającym obraz świata i uczącym pokory wobec rzeczywistości i upływającego czasu. Ustaliliśmy, że nie będziemy rozmawiać o początkach Pana Tik Taka, bo w tej kwestii wszystko zostało już przez Ciebie opowiedziane, a przez innych napisane. Ale Twoja telewizyjna kariera nie skończyła się przecież z Panem Tik-Takiem. Pracowałem na etacie w Telewizji Polskiej przez 30 lat. Po “Tik-Taku” było wiele innych programów. W tym samym czasie przygotowywaliśmy z Ewą Chotomską, czyli słynną Ciotką Klotką muzyczny teatrzyk “Fasola”, z pamiętaną do dziś rolą Krzysztofa Tyńca, jako Pana Fasoli. Potem moim autorskim programem były “Wyprawy Profesora Ciekawskiego”, a jeszcze później “Ciuchcia” z Kulfonem i żabą Moniką. I wreszcie “Budzik”, który nadal jest dla mnie pewnego rodzaju teraźniejszością, choć ostatni odcinek nagraliśmy w 2012 roku. Można powiedzieć, że do tego czasu byłem obecny w telewizji. Dlaczego to się skończyło? W 2012 roku Telewizja stwierdziła, że nie ma pieniędzy na nagrywanie następnych odcinków “Budzika”, jak sądzę ważniejsze okazały się kolejne telenowele. Decydenci zwlekali z podjęciem ostatecznej decyzji, mówili, że może zaczniemy ponownie nagrywać programy za rok, potem, że za następny rok, scenografia cały czas czekała, aż w końcu nic z tego nie wyszło. Ale nagrane odcinki były powtórnie emitowane aż do ubiegłego roku. Obecnie można je obejrzeć na stronie internetowej TVP ABC. Telewizja przeszła ogromną transformację, programy dla dzieci zostały wypchnięte do kanałów tematycznych, poświęconych tylko dzieciom, wypadły z takiej przestrzeni ogólnodostępnej. Nie ma jednak dziś programów podobnych do tych, które Ty współtworzyłeś. TVP ABC próbuje coś robić, ale rzeczywiście w obecnych programach brakuje wyrazistych postaci, poczucia humoru oraz bezpośredniego kontaktu z widzem. W tej chwili nagrywa się kilka odcinków naraz, a potem emituje się je przez dwa, trzy miesiące. Foto: prywatne archiwum / Materiały prasowe Nagranie "Tik-Taka" z Fasolkami Z tego co wiem, programy dla dzieci są przez władze TVP traktowane bardzo po macoszemu. Uważa się, że film animowany wystarczy, że zastąpi program. Jednak wydaje mi się, że dzieci od czasu do czasu chętnie obejrzałby ciekawy, wesoły i mądry program z udziałem żywych prowadzących. Rozmowy ciągnęły się przez pół roku, zaprojektowano scenografię oraz lalki, był ustalony skład zespołu produkcyjnego, wybrani aktorzy, ale nic z tego nie wyszło. Bohaterami programu miała być rodzina króliczków. Koty i smoki już w naszej telewizji występowały, zające też, psy także, chociażby słynny Pankracy, więc króliczki wydawały mi się dobrym kierunkiem. I co się stało? Chociaż propozycja współpracy wyszła od redakcji, nie mogliśmy się porozumieć, najwidoczniej nie do końca wierzono w moje kompetencje. I kompetencje wybranych przeze mnie, sprawdzonych współpracowników – w scenografkę, moim zdaniem znakomitą, Marysię Albin, która wcześniej zaprojektowała scenografię “Domisiów” oraz “Budzika” oraz w projektanta lalek - rewelacyjnego grafika Macieja Szymanowicza. Wersje scenografii powstały trzy i żadna się nie podobała, a króliczki miały “za chude łapki”. Koncepcja całości programu, jak to się mówi: “została kupiona”, pierwszy scenariusz zaakceptowany, tekst piosenki czołówkowej uznany za dobry, ale kręciliśmy się w kółko i nic z naszych rozmów nie wynikało. Aż wreszcie odezwał się głos podświadomości! Miałem bardzo realistyczny sen. Otóż, przyśniło mi się, że przyjeżdżam do Telewizji, a trzeba wiedzieć, że na Woronicza do każdego większego studia przechodzi się przez bufet, w którym czekają zaproszeni goście i współpracownicy. W śnie wchodziłem, do bufetu przy studiu, w którym za chwilę miało zacząć się nagranie, a tam tłoczyło się mnóstwo ludzi, którzy mieli wziąć udział w programie o króliczkach. Idę dalej – wchodzę do studia, a wtedy okazuje się że jest opóźnienie, dopiero ustawiana jest scenografia, a kiedy scenografia już stanie, będzie trzeba jeszcze ustawić światła, co trwa około godziny. Widzowie nie zdają sobie z tego sprawy z tego, że każde nagranie to ogromny stres, trzeba zgrać mnóstwo czynników ludzkich, technicznych, organizacyjnych. Do tego wszystkiego ciągle goni nas czas. Wyobraź sobie, że programy typu “Ciuchcia” czy “Tik-Tak”, czy nawet pierwsze sezony “Budzika” nagrywaliśmy mając mniej więcej po pięć godziny na odcinek. Ale z roku na rok było coraz mniej pieniędzy, a w związku z tym czasu, przed zdjęciem “Budzika” musieliśmy już nagrywać cztery odcinki jednego dnia! Program stał się potwornie prymitywny, co widać, gdy porówna się pierwsze odcinki z ostatnimi. Foto: prywatne archiwum / Materiały prasowe Andrzej Grabowski i Ewa Chotomska Do tej pory, od czasu do czasu śnią mi się nagrania, bo jednak to było 30 lat mojej pracy. Ale żeby to, co mówię, nie brzmiało tak dramatycznie, muszę wyjaśnić, że z tamtymi czasami wiąże się także mnóstwo pozytywnych emocji i wspomnień, czasami nawet trochę za telewizją tęsknię, jednak już do niej nie wrócę. Chyba, że jako scenarzysta. Ja piszę scenariusz, oddaję go, a inni martwią się o resztę. Ale jak to mówią: pańskie oko konia tuczy. Czy jeśli powierzyłbym realizację moich projektów innym, to efekt byłby zgodny z moimi oczekiwaniami? Tego już się zapewne nie dowiem. O tych, których pamiętamy z telewizji z lat 80., czy też 90. mówi się, że zniknęli. Czasami wraca się do nich pokazując, jak się zmienili, ale tak naprawdę nie wiadomo, co robią dziś. Więc co u Ciebie teraz słychać? Kiedy zmniejszyła się liczba emisji “Budzika” z ośmiu do czterech w miesiącu, później do dwóch, aż wreszcie do jednego, okazało się że mam więcej wolnego czasu. Zrozumiałem, że nie ma co się trzymać kurczowo Telewizji, bo za chwilę mogę nie mieć pracy. Wtedy zacząłem robić to, o czym zawsze marzyłem. Czyli? Pisać książki. Zostałem wychowany w kulturze książki, od momentu, kiedy nauczyłem się czytać, bardzo lubiłem spędzać czas podróżując po światach opisywanych lub wymyślanych przez pisarzy. Jeszcze w czasach “Tik-Taka” napisałem, razem z Ewą Chotomską zbiór opowiadań “Zając Poziomka”, później książkę “Zapraszamy do przygody” o żabie Monice i Kulfonie, ale dopiero w 2010 roku zacząłem pisać książki zawodowo. Płynnie przeszedłem z robienia programów do bycia autorem książek dla młodszych czytelników. Używając terminologii wojskowej, przeniosłem się na z góry upatrzone pozycje, więc sytuacja w roku 2012, kiedy skończyła się produkcja “Budzika” mnie nie zaskoczyła. Foto: Materiały prasowe Najnowsza książka Andrzeja Grabowskiego Jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę, że z pisania książek, zwłaszcza dla dzieci, w Polsce nie da się utrzymać rodziny. To udaje się niewielu pisarzom, przede wszystkim twórcom kryminałów. Niestety teraz, w okresie pandemii, spotkań autorskich w bibliotekach nie ma. A takie spotkania dają nam, osobom piszącym, mnóstwo pozytywnej energii. Dzieci fantastycznie reagują, śmieją się, zadają niezwykłe i inspirujące pytania. Odczuwam ogromną satysfakcję z udanego spotkania, zwłaszcza, kiedy widzę na twarzach uczestników uśmiechy. W jednej z napisanych przeze mnie piosenek śpiewanych przez Fasolki padają słowa “dzieci są po to, żeby się śmiać”. I to jest motto moich spotkań autorskich. W jednym z wywiadów nazwałem się komiwojażerem uśmiechu. Jeżdżę, a raczej jeździłem przed epidemią, z wielką walizką, w której czekały na spotkanie z dziećmi lalki z programów, rekwizyty i książki. Muszę przyznać, że spotkanie autorskie to spory wysiłek, czasami trzeba pokonać 400 km samochodem, potem na miejscu szybko przejechać od biblioteki do biblioteki, a to czasami kolejne 100 kilometrów, poprowadzić dwa, trzy spotkania, a to wszystko w ciągu kilku godzin. No i na deser bonusik - przewlekłą chorobą autorów jeżdżących na spotkania z dziećmi jest, jak u nauczycieli, zapalenie gardła! Ja już zawsze wożę ze sobą zestaw nagłaśniający, ale nie wszyscy koledzy i koleżanki tak robią. W każdym spotkaniu daję z siebie wszystko, to w moim wykonaniu coś w rodzaju ponad godzinnego monodramu z udziałem widzów. Ale trzy spotkania w moim wieku to dużo, zdałem sobie z tego sprawę, gdy jakiś czas temu rozmawiałem z moim przyjacielem Grzesiem Kasdepke, który jest rozchwytywanym pisarzem, pisze świetne, dowcipne książki. Grześ powiedział, że już nie prowadzi trzech spotkań dziennie, bo nie ma na to siły. A przypomnę, że jest ode mnie o 16 lat młodszy… Pomyślałem wtedy: zaraz, to on, młody chłopak, już nie daje rady, a ja zasuwam, jak ten głupi. Od tej pory raczej ograniczam się do góra dwóch występów. A co z Fasolkami, które przecież nadal istnieją? Oczywiście, cały czas zespół istnieje, nagrywamy płyty, teraz, w czasie pandemii, próby odbywają się online i, co oczywiste, zawieszone zostały koncerty. Pamiętam “aferę” jeszcze za czasów “Tik-Taka”, kiedy to ktoś śpiewał piosenkę, a ktoś inny wystąpił w teledysku, zresztą jednym z pierwszych robionych w tamtych czasach. Mówisz o piosence “Kocur bury”. Zupełnie zapomniałem, że nagrał ją Jarek Bułka, a w teledysku wystąpił Robert Gołaszewski, ale ostatnio przypomniano mi o tym na Facebooku. Nie pamiętam, żeby to była jakaś afera. Gdy nagrywa się teledyski zawsze piosenka jest puszczana z playbacku. Robert wykonał swoje zadanie w sposób mistrzowski, a przy okazji świetnie zatańczył. Efekty do tej pory można obejrzeć na YouTubie. Tylko Jarek jest stratny, został zapamiętany przede wszystkim z piosenki Ewy Chotomskiej o zwierzętach. “Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma…”. Fasolki zostały wymyślone na potrzeby programu “Tik-Tak”. Do tego czasu w programach brały udział dzieci z tak zwanej “łapanki”. A przecież młodych aktorów trzeba było przygotować do nagrania, nauczyć piosenek, więc potrzebny był stały zespół sprawdzonych dzieci. Nie przyszłoby mi wtedy do głowy, że ten zespół będzie istniał tyle czasu. Za trzy lata będziemy obchodzić czterdziestolecie, chociaż już po 25-leciu obiecywaliśmy sobie, że następnych jubileuszy nie będzie, a zdarzyły się i 30, i 35. urodziny. W każdym razie płyty Fasolek ukazują się nadal, a czasami nagrywamy też piosenki na specjalne zamówienia. Ileż to talentów się przez Fasolki przewinęło. Rzeczywiście, bardzo często Fasolkami były dzieci o dużych uzdolnieniach artystycznych. Takie sztandarowe postaci to: Joanna Jabłczyńska, Monika Mrozowska, Aneta Zając. Ale są też tacy, których mniej kojarzy się z Fasolkami. Na przykład Grześ Hardej, znany z piosenki “Moje hobby mniam, mniam” został śpiewakiem operowym, Arek Niezgoda, bardzo zdolny chłopak, wygrał debiuty na festiwalu w Opolu pod nazwiskiem Kanicki. Spotkałem go jakiś czas temu i wiem, że uczy gry na gitarze. Wspomniany już Robert Gołaszewski, cały czas jest aktywny muzycznie grając w zespole “Top One”. Nie wszystkim podoba się ten rodzaj muzyki, ale tam zarabia, tam gra. Robert jest bardzo zdolny, także komponuje, bardzo lubię brzmienie jego głosu, szkoda, że nie próbuje śpiewać autorskiego repertuaru. Agnieszka Kalinowska, która wykonywała “Ropuchę - kłamczuchę”, przez wiele lat zawodowo śpiewała w restauracji Adria w Warszawie. Z kolei Grażynka Wyszyńska znana z choćby z “Czarownicy z księżyca” śpiewa w chórze archidiecezjalnym. Wiele byłych “Fasolek” ma nadal kontakt z muzyką, albo są aktorami, może nie topowymi, ale jednak. Ogromną pociechę mamy z Fasolki z pierwszego składu, Agnieszki Szymańskiej- Kierlandczyk, która została aktorką i tancerką, a obecnie, od wielu lat prowadzi zajęcia taneczne Fasolek, ustawia znakomitą choreografię, jest bardzo oddana swojej pracy. Nie wiem, jak funkcjonowałby zespół, gdyby nie ona. Nie wyczerpują Ci się jeszcze pomysły na teksty piosenek? Nie, to chyba na razie mi nie grozi. Piosenki Fasolek nie stają się dziś natychmiast przebojami takimi, jak kiedyś. Oczywiście wpływa na to fakt, że nie są puszczane w telewizji. Kiedyś, gdy nasze piosenki poleciały na jednym z dwóch programów, jakie oferowała Telewizja od razu znała je cała Polska. Teraz nie piszemy wcale gorszych piosenek. Krzysiek Marzec, który skomponował 99 proc. piosenek “fasolkowych” ma swój styl i fantastyczną zdolność do tworzenia przebojów. On lubi rock idący w stronę popu, ja dla przyjemności wolę słuchać innej muzyki. Czego słuchasz? Zawsze lubiłem reggae, nawet mam fajną zielono-żółto-czerwoną czapkę, w której chodziłem na koncerty, słuchałem także ostrego rocka, a później bluesa, ska i punk rocka. Jeździłem na punkowe koncerty pod koniec lat 70. do Londynu. Grali w słynnym londyńskim klubie Marquee, w którym karierę zaczynało wiele późniejszych gwiazd, bilety były po 75 pensów. Chłopaki grali naprawdę dobrego, niezwykle ostrego i energetycznego punka. Foto: Archiwum prywatne / Materiały prasowe Andrzej Grabowski na Off Festival w Katowicach Rok później, gdy ponownie przyjechałem z moim przyjacielem Markiem Wesołowskim do Londynu, kiedy wychodziliśmy z dworca Victoria przywitał nas plakat koncertu The Police, który miał odbyć się na stadionie Wembley! Bilet kosztował pięć funtów, a to był wtedy dla studentów z Polski majątek. Teraz słucham przede wszystkim jazzu, lubię muzykę etniczną, alternatywną, poezję śpiewaną. Uwielbiam chodzić na jazzowe koncerty, chyba najbardziej na Festiwal Jazz na Starówce. Mamy z rodziną i przyjaciółmi, przede wszystkim z Grzesiem Kasdepke swoje schodki, na których od dwudziestu lat siadamy i słuchamy muzyki, pijąc różne smaczne napoje. Nazywam to hipisowaniem, wracają dawne czasy. A Marquee już nie ma. Byłem w Londynie w ubiegłym roku, poszedłem sprawdzić, na miejscu kultowego klubu jest włoska knajpa. Szkoda. Wróćmy jeszcze do tych spotkań autorskich, które w czasie pandemii nie mogą się odbywać. Organizowane są spotkania online, ale szczerze mówiąc nie potrafię wskoczyć w ten nurt. Czekam na bezpośredni kontakt z czytelnikami. Te spotkania jeszcze przed epidemią najczęściej odbywały się w małych miejskich czy gminnych bibliotekach. Jestem zakochany w paniach bibliotekarkach! To są najczęściej fantastyczne osoby, które do swojej pracy podchodzą z ogromną pasją i zaangażowaniem. W tej chwili biblioteki, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, pełnią rolę ośrodków kultury, odbywają się w nich kursy komputerowe, językowe, zajęcia plastyczne, działają teatrzyki. Bardzo lubię klimat takich bibliotek. Niekiedy są prawdziwymi oazami na kulturalnej pustyni. Dzieci potrzebują takich spotkań? Czasami nie wiedzą, że potrzebują, ale potrzebują. Stan czytelnictwa w Polsce jest przerażający, są domy w których nie ma ani jednej książki, rodzice nie czytają. Gdzie dziecko ma się nauczyć czytania dla przyjemności? W Skandynawii, Europie Zachodniej, w Czechach poziom czytelnictwa jest na zupełnie innym poziomie niż u nas. Autor w czasie spotkania powinien zaintrygować dziecko, zachęcić do przeczytania książki. Pokazać, że książka może być ciekawa, może wnosić istotną wartość do naszego życia. Czasami dzieci proszą, by nie przerywać czytania. I to jest pierwszy sukces autora. Im wcześniej zaczniemy pracę z dziećmi i uświadamianie im, że książka jest czymś wartościowym, tym lepiej. Być może problem, polega na tym, że do czytania zniechęcają dzieci szkolne lektury, niektóre z nich potrafią młodego czytelnika zanudzić. A przecież na rynku jest bardzo dużo ciekawych, fantastycznych, wręcz porywających książek. Mamy w Polsce naprawdę wielu znakomitych pisarzy dla dzieci, tysiące wspaniałych tytułów. Nic tylko czytać! Niewielu rodziców kupuje dzieciom książki, dlatego jeśli książka ukaże się w nakładzie trzech, pięciu tysięcy, to jest to dużo. A przecież kiedyś nakłady wynosiły po sto tysięcy, a i tak najlepsze książki trzeba było kupować spod lady. Napisałeś książkę, którą oparłeś na historii Twojej mamy. “Wojna na pięknym brzegu” to jak sam tytuł wskazuje książka o czasach wojennych. Foto: Materiały prasowe "Wojna na pięknym brzegu" Skąd taki pomysł? Moja mama wielokrotnie mi opowiadała o swoich przygodach w czasach wojny, okupacji i podczas Powstania Warszawskiego, wszystkie te historie znałem na pamięć. Pewnego dnia pomyślałem, że to ciekawy temat, bo książki wojenne kojarzą się przede wszystkim ze spektakularnymi akcjami, z frontem, dramatem, głodem, wielkimi tragediami. A przecież życie w czasie wojny często było zwykłą szarą codziennością, owszem z różnymi niebezpiecznymi momentami, bo przecież w każdej chwili można było stracić życie. Jednak dzieci chodziły do szkoły, musiały odrabiać lekcje, miały swoje zabawy i problemy, a czasami, jak to dzieci, wpadały na głupie pomysły, które mogły się bardzo źle skończyć. Podkreślano w recenzjach, że wojna została przeze mnie pokazana w zupełnie innym świetle, dla wielu czytelników zaskakującym. Książka została wpisana na Złotą Listę Książek dla dzieci fundacji “Cała Polska czyta dzieciom” i cieszy się sporą popularnością. W niektórych szkołach pojawia się jako lektura dodatkowa. Wiem, że to był trafiony temat. Myślałeś kiedyś, że całe swoje życie zwiążesz z dziećmi? Nie myślałem i powiem ci szczerze, że chwilami mam już dość pisania dla dzieci. Robię to od niemal czterdziestu lat. Napisałem dwadzieścia książek, ponad tysiąc scenariuszy programów telewizyjnych, pięćset piosenek, kilkadziesiąt scenariuszy filmów animowanych, wystąpiłem w ponad tysiącu koncertów i spotkań autorskich dla dzieci, przez siedem lat byłem redaktorem naczelnym pisma “Ciuchcia”. Ostatnio w Wydawnictwie Adamada ukazała się moja najnowsza książka “Jonatan i Biały Kruk” z fantastycznymi ilustracjami Marcina Minora. Napisałem jeszcze jedną książkę, która czeka na druk, ale powoli zauważam, że w moim magazynku z dziecięcymi pomysłami i dziecięcą wesołością zaczyna się znajdować coraz mniej nabojów. Teraz sięgam do drugiej kieszeni, tam nadal czekają niespodzianki przeznaczone dla starszych. Mam nadzieję, że wystarczy mi na nią poczucia humoru. To będzie także bajka, ale dla dorosłych. Trochę się obawiam, że zaszokuję czytelników. Ponadto, ostatnio zajmuję się twórczością związaną z Jarosławem Haszkiem, autorem “Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Parę miesięcy temu ukazały się moje przekłady pięciu wojennych wierszy Haszka, które stanowią uzupełnienie “Przygód dobrego wojaka”. Przyznaję, że na punkcie Haszka i Szwejka mam niezłego hopla. Odbyłem ich śladami trzy podróże po Czechach, odwiedziłem mnóstwo miejsc z nimi związanych, nawet spałem w łóżku wielkiego czeskiego żartownisia. Foto: Materiały prasowe Pod domem Jarosława Haszka I teraz – tadam! Napisałem także kontynuację przygód Szwejka. Niestety mam formalny problem z wydaniem tej książki. Sądziłem, że po 70 latach od śmierci autora, kiedy wygasną prawa majątkowe, uda się to zrobić, ale jak się okazało ograniczają mnie tak zwane prawa osobiste spadkobierców. Konsultowałem się z prawnikiem i dowiedziałem się, że na wydanie książki muszę uzyskać zgodę wnuka Jarosława Haszka, Ryszarda. Już jesteśmy znajomymi na Facebooku, ale kontakt z nim jest bardzo utrudniony, podejrzewam, że dostaje z całego świata tysiące wiadomości od takich ludzi jak ja. Na razie na jedną mi odpisał. Okazało się, że się spotkaliśmy, gdy w latach 90. w Teatrze Kwadrat w Warszawie zostało zorganizowane spotkanie z jego ojcem, czyli synem Jarosława Haszka, także Ryszardem. No cóż, podobno wszystkie Ryśki to fajne chłopaki, więc wierzę, że wreszcie uda mi się “mojego” Szwejka pokazać światu. Chciałbym wydać kontynuację Szwejka nie w celach komercyjnych, lecz dla tych którzy tak jak ja kochają dobrego wojaka. Oczywiście podjąłem próbę kontynuacji wielkiego dzieła Haszka, znając swoje miejsce w szeregu. Haszek był geniuszem, miał nieprawdopodobne poczucie humoru. Ja jestem takim sobie czeladnikiem, ale myślę, że wielu amatorów przygód Szwejka znalazłoby przyjemność w przeczytaniu mojej książki, ponieważ oparłem kontynuację w dużej mierze na faktach, a przecież wszyscy są ciekawi, co było dalej. Przypomnę, że Haszek swojego dzieła nie ukończył, “Osudy dobreho vojaka Szwejka” są urwane w połowie. Jak Ciebie słucham, to zastanawiam się, czy nigdy nie myślałeś o pracy w radiu? Podobno dysponuję “radiowym głosem”, ale zawsze miałem ogromny problem z występowaniem na żywo przed kamerą lub mikrofonem. Strasznie się wtedy denerwuję. W czasie nagrań w telewizji często się myliłem. Poza tym w radiu słuchacz jest skoncentrowany wyłącznie na płynącym z odbiornika głosie, naprawdę trzeba mieć nienaganną dykcję, żeby pracować w radiu. Trójka, nie wiem, czy ma nadal, ale na antenie miała poranne niedzielne programy dla dzieci. Nie słucham już Trójki, a wychowywałem na tym radiu, na panu Sułku, pani Elizie, rodzinie Poszepszyńskich, programach muzycznych Piotra Kaczkowskiego. Kiedy pewni ludzie zabili moje radio, po raz kolejny pękło mi serce. Ale co zrobić, życie jest sztuką utraty, tracimy wszystko po kolei. Obserwuję to teraz na przykładzie mojej mamy. Sam jestem coraz starszy…Tym bardziej potrafię docenić, wydawać by się mogło banalne przyjemności dnia codziennego: spacer po parku, jazdę na rowerze, dobry film, książkę, rozmowę z przyjaciółmi, kawę pitą z bliską osobą, muzykę, czas spędzony z dorosłymi już dziećmi. Może właśnie tak wygląda niebo? Dalsza część wywiadu pod materiałem wideo. Ale jeszcze ci się chce... Oczywiście, chce mi się mnóstwo rzeczy. Problem polega na tym, że człowiek chce, ale już nie bardzo może. Jedno mogę jeszcze wypić, ale o godzinie 23 już mi się oczy zamykają i najchętniej poszedłbym spać. Ech… Byłem w ubiegłym roku na Off Festivalu w Katowicach i po godzinie stania strasznie mnie rozbolały nogi. A przecież bywały koncerty, na których stałem po cztery, pięć godzin. Na przykład w Battersea Park w Londynie w roku 1978, w którym wzięli udział między innymi Stranglersi i Peter Gabriel. Wyobraź sobie, że fragment tego koncertu można zobaczyć na Youtubie! Gdzieś tam skaczę w tłumie. Ale wracając do naszych baranów, niestety w pewnej chwili ciało nam daje do zrozumienia, że powoli trzeba się zbierać do drogi. Że trzeba usiąść i zacząć pisać książki dla dorosłych. To optymistyczna wersja przyszłości. Przypomina mi się zawsze w takiej sytuacji powiedzenie Antoniego Słonimskiego który stwierdził, że najtragiczniejsze nie jest to, że człowiek się starzeje, ale to, że się nie starzeje, tylko mu się skorupka marszczy. W środku tak bardzo się nie zmieniłem, jestem ciągle prawie taki sam jak w czasach kiedy występowałem w “Tik-Taku”. I tego będę się trzymał! Na zakończenie chciałbym bardzo serdecznie pozdrowić wszystkich starszych i młodszych znajomych. Tych, którzy oglądali moje programy, przychodzili na koncerty, i tych, którzy czytają moje książki. Do zobaczenia! Może na spotkaniu autorskim, może na koncercie, może gdzie indziej. Może nad Twoją książką dla dorosłych… Kto wie.
Drukuj Strony: 1 [2] 3 4 Do dołu Wątek: Ja jestem Pan Tik Tak... (Przeczytany 4735 razy) z doświadczenia wiem, że jak pracuje przy przyjemnym dla mnie świetle (pod kątem, jedno źródło- mi odpowiada, bo uwidacznia wszelkie "górki", rysy) to zdjęcia wychodzą bardzo ciemne. Aparat jednak więcej światła żąda. Zapisane Latarka swiecisz w tej swojej jaskini? - dałeś mi do myślenia. Zmienię żarówkę w lampce na cieplejszą. Może ściany pomaluję na biało? Ekranów żadnych nie wstawię bo nie mam dopiero zaczyna się właściwy etap budowy - eksperyment z wykończeniem - będę robił własną farbę. Pigmenty już są. Zobaczymy jaki będzie - przecieram szlak pod "windsory". Jeżeli trafiłem z odcieniami pigmentów to jest jakaś alternatywa (tania ). Ale na razie cśśśśśś. Zapisane krzysiek A jak robisz ,że nie strzępią Ci się brzegi na "shooting board"-zie ?To jest mój wielki problem , nawet na ścisłym drewnie machoniowatym potrafię wyrwać drzazgę. Zapisane zauważ że na zdjęciu u Łukasza linie nacięcia idą też bokiem deski. Zapisane krzysiek nie bardzo kumam Sajo, podaj numer zdjęcia Zapisane Tak właśnie - ostry nóż i linia wokół deski. Strugam do linii. Przy szerszych deskach również bez wspornicy stolarskiej ( ;)taką polską nazwę znalazłem - "Zrób to sam" wyd. Arkady 1987). Sądzę jednak, że ostrość żelazka struga może mieć znaczenie. Jeżeli ktoś chce i mogę pomóc to mogę wrzucić mały komiks jak ja ostrzę noże strugów i dłuta - jest to czynność którą wykonuję kilka razy dziennie i myślę, że opanowanie ostrzenia jest podstawą do praktycznie wszystkiego w stolarstwie. Zapisane - dałeś mi do myślenia. Zmienię żarówkę w lampce na cieplejszą. Może ściany pomaluję na biało?Na pewno odbicie od bialych scian jest lepsze, ale niekoniecznie musi wystarczyc. Mysle ze najwiecej uzyskasz (malym kosztem) jak dodasz drugie zrodlo swiatla. Zapisane Raczej trzecie - oprócz lampki mam jeszcze lampę nad głową. Kiedyś pracowałem tylko z tą lampą - praktycznie po ciemku Nie jest tak źle - po pierwsze nie podniosłem kompensacji ekspozycji (taj jak zwykle do 0,3 EV), po drugie zastosowałem punktowy pomiar światła w aparacie (miałem nieprzyjemne odbicia na powierzchni zegara) i reszta pozostała w cieniu bo mierzyłem w najjaśniejszym miejscu wygląda zdjęcie lekko prześwietlone którego nie wykorzystałem - mniej więcej tak wygląda oświetlenie w mojej "jaskini". Zapisane krzysiek Bardzo chętnie zobaczę jak ostrzysz noże strugów. Wiedzy nigdy za wiele tym bardziej ,że nie jestem do końca zadowolony ze swoich sposobów ostrzenia. Zapisane Zapisane Robię tak samo tylko diamenty mam dwustronne (400/1000), nigdy nie dociskam mocno (diamenty są agresywne - nie robi różnicy a nie chcę ryzykować wyrywania diamentów z osnowy), no i nie bezpośrednio na strugnicy tylko na podkładce (szczególnie ze używam oleju na diamentach) Z dłutami tak samo tylko zrobiłem sobie prowadnik (dłuta często mi się szczerbią więc jest więcej szlifowania). Zapisane krzysiek Dzięki Łukasz za pokaz. Nie mam niestety jeszcze osełki diamentowej i używam papieru wodnego 1000 lub 1200 ale to nie to samo, papier dość szybko się mnie w jaki sposób trzymasz nóż i prowadzisz go po ściernicy. Muszę tak spróbować jak opisałeś. Dodam jeszcze tylko ,że ja po skórze z pastą przeciągam jeszcze po czystej skórze a właściwie po podskórze bydlęcej. Zapisane Zapisane na os. Kopernika stoi Mlekomat, ze świeżym, niepasteryzowanym no i teraz by się przydała zarówka 5500, żeby pokazać kolor Zapisane I tak wymieniłem na 3500k. Światło jest cieplejsze ale jest go mniej - muszę dodać trzecią lampę. Zapisane Drukuj Strony: 1 [2] 3 4 Do góry
ja jestem pan tik tak tekst